poniedziałek, 30 listopada 2015

Miles ahead, czyli mila za milą świetnego jazzu

Witajcie !

Ostatnimi czasy interesowało mnie, jak zadbać o płyty winylowe. Wiadomo, byle kurzyk czy jakieś inne paskudztwo może spowodować trzaski, bądź inne niemiłe niespodzianki w trakcie odsłuchu. Kto by pomyślał, że dobrym środkiem do czyszczenia może być klej do drewna ? A jednak ! W jednym filmie na YT był odsłuch płyty przed czyczeniem ... no i właśnie urzekła mnie melodia wydobywająca się z tych mikroskopijnych ścieżek czarnej płyty. Krótkie zapytanie o utwór i szybka reakcja jednego z użytkowników - to jest Miles Away od Milesa Davisa. Po moich poszukiwaniach okazało się że chodzi o album Miles Ahead ale wykonawca oczywiście ten sam.

Nie mogłem sobie odmówić przyjemności odsłuchu tak świetnego albumu. A dlaczego świetnego ? Ponieważ Miles Davis jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych wykonawców jazzowych, jest wręcz ikoną jazzu. Ale do rzeczy. W czym tkwi jego fenomen ? Z mojego punktu widzenia świetne połączenie jego gry na trąbce, które jest subtelne, powolne, a zarazem dynamiczne. Przypadek ? Nie sądzę :)

Słuchając Miles Ahead  mamy do czynienia w większości z powolnym tempem, które w najmniej oczekiwanym momencie przeplecione jest szybkim, żwawym i energicznym graniem zespołu. Kolejna rzecz to właśnie zespół towarzyszący Davisovi, począwszy od trąbek, poprzez saxy, fortepian czy subtelną perkusję dla zachowania rytmu, idealnie współgrają i wchodzą w idealnych momentach utworów. Tak jakby sam Bóg nimi dyrygował. Powolne tempo w ogólne nie przeszkadza w odsłuchu. Wręcz przeciwnie, buduje świetną atmosferę, tak bardzo rozpoznawalną dla lat 20. i 30. XX wieku, kiedy to mnóstwo osób przesiadywało nocami w klubach i słuchało jam session, aby osiągnąć stan pozytywnej energii na cały następny dzień. I oczywiście nie da się przy czymś takim zasnąć, a to głównie zasługa tej przeplatanki rytmów o której wspominałem wyżej.

Podsumowując, wg mnie jest to sztandarowy album dla miłośników jazzu, ale nie tylko. Każdy może coś w nim indywidualnie odnaleźć. Może to być czar improwizacji, świetna gra na trąbce, pozytywna energia płynąca z utworów itd. Może również, tak po prostu, stać się dla kogoś inspiracją (niekoniecznie muzyczną). Dla miłośników winyli - w 2012 bodajże wpadła zremasterowana wersja albumu za ok 80 zł i wg mnie nie jest to spory wydatek w porównaniu do innych wydawnictw :)

Spokojnego wieczoru tonąc w milach świetnego Jazzu :D !


Nie udało mi się wstawić playlisty, ale na YT takowa widnieje pod tym adresem :) Enjoy !
https://www.youtube.com/watch?v=1-dwgbNTr5o&index=1&list=PLdhGk7gKuZxbh1Acx15sJPw0qK8GryBUd

Poniedziałkowa rozkmina muzyczna #2

Witajcie ponownie !

Ten weekend zdecydowanie upłynął mi pod znakiem słodkiego lenistwa i robienia wszystkiego oprócz rzeczy związanych z uczelnią. Przy okazji odpoczynku odświeżyłem parę spraw tematyką nawiązujących do muzyki i nimi oczywiście chciałbym się z wami podzielić w poniedziałkowym cyklu :)

Jak wiadomo ( a może nie wiadomo), płyty winylowe zaczęły wracać do łask. Największe tłocznie mają problem z materiałem, bo jest ogromne zapotrzebowanie, a mało materiału na nowe płyty. Stąd też próbują skupować jak najwięcej i niepotrzebnych zużytych płyt aby dogonić łaknący popyt potencjalnych klientów. Postanowiłem nieco odświeżyć swoją skromną kolekcję płyt. Znalazłem tam różne albumy, począwszy od czeskich kompozytorów muzyki klasycznej, a skończywszy na Czesławie Niemenie. Ale stwierdziłem, że czas wybrać się na zakupy w poszukiwaniu innych albumów, którymi mógłbym się rozkoszować w domowym zaciszu :) Kiedy mi się uda coś dobrego złapać, na pewno wam o tym napiszę.



Teraz, kiedy piszę tą rozkminkę, powinienem się uczyć na zaliczenie. Ale jakoś tak mi się dzisiaj nic nie chce :) Poniedziałek zawsze powoduje, że wszystkiego się odechciewa i najlepiej być w posiadaniu teleportu do wtorku :). Na poprawę humoru trafiłem na świetny album Deana Martina, w którym znajdują się dość znane włoskie piosenki w jego wykonaniu. Zważywszy, że Martin jest Włochem, utwory te brzmią tak świetnie, że nawet zła pogoda na dworze nie jest w stanie zniszczyć nam dobrego nastroju. Miłego poniedziałku !


środa, 25 listopada 2015

Nie ma rzeczy niemożliwych, czyli co słuchać przy robieniu projektów

Witajcie ponownie !

Niestety, czasami ciężko jest ostatnimi czasy odnaleźć choćby i te pół godziny na napisanie Wam, drodzy czytelnicy, kilku słów do poczytania. Tym razem takim głównym powodem były zawirowania na uczelni, a dokładniej kończenie i oddawanie projektów. Taki to już żywot niedoszłego inżyniera budownictwa. Ale tak nawiązując do projektów chciałbym wam nieco przybliżyć swoją własną listę przebojów umilającą udręki projektowania i wyliczeń.

W takim razie zaczynamy !

Okazało się, że przedostatni rok inżynierki okazał się najcięższym i najbardziej upierdliwym ze wszystkich. Głównie było to spowodowane mnóstwem dużych projektów za czym idzie masy godzin spędzonych przy biurku , pisząc ręcznie multum wyliczeń i robiąc rysunki. Nie da się tego zdzierżyć bez pewnych wspomagaczy, czyli w moim przypadku dobrej, nakręcającej do działania muzyki :)
Najlepszym hitem w mojej opinii był album Pawła Kukiza i Jana Borysewicza o nazwie Borysewicz&Kukiz (albo na odwrót, nie pamiętam :P)


Oczywiście przy projektach sprzyjały mi jak zwykle przyjemne dla ucha hity lat 80. i 90. , te mniej skoczne i te bardziej spokojne. Nastąpiło też pomieszanie z poplątaniem jazzu i klasyki. Ogólnie rzecz biorąc miszmasz wyjadaczowy, jak zwykle zależny od humoru i nastawienia do pracy.

Teraz jestem na czwartym roku. Zdecydowanie mamy teraz pełny luzik. Wszystkie projekty już dawno oddane, jedynie oczekujemy na ogarnięcie zaliczeń z wykładów i takich tam. Jeśli chodzi o aspekt muzyczny to przerzuciłem się bardziej na słuchanie rapu. Spośród całego gąszczu bitów i tekstów najbardziej utkwił mi jeden utwór. Mianowicie, jest to Możliwość od Tego Typa Mesa. Wiadomo, rapuje on na temat tego, że nie ma możliwości, aby jakaś napalona studentka doczekała się jego przyjścia na randkę, a dalej to już wiadomo co :) Ja ten refren nieco podłapałem pod robienie projektów i stworzyło to ciekawe połączenie:

Nie ma możliwości, żeby była lipa, 
nie ma możliwości żeby była chała, 
nie ma możliwości żeby stał się przypał ...


A kiedy już wszystko zawodzi i wydaje się, że jednak ta lipa bądź chała nastąpiła, to nie należy się poddawać, powstać i z powrotem podjąć walkę. Pozdro dla Ricka Astleya :)


poniedziałek, 23 listopada 2015

Poniedziałkowa Rozkmina Muzyczna

Witajcie !

Weekend już za nami. Niektórzy dawno wstali i walczą w pracy, niektórzy dopiero wstają lewą nogą i z wielką niedołężnością w połączeniu z bólem głowy poszukują wodopoju :). Taki już nasz żywot. Dzisiaj miałem nieco inne plany na posta, ale nastąpiła taka rotacja, że teraz odnalazłem kilka minut wolnego czasu. I chciałbym w telegraficznym skrócie napisać małą rozkminkę na podstawie tego,
 co się wydarzyło u mnie wczoraj i dzisiaj.

Dzisiaj czeka mnie zaliczenie z prawa budowlanego. O tak, wiem co myślicie - krzyżyk na drogę :). Wczoraj wojowałem z nim do ok. 2 w nocy a w tle jeszcze była impreza kochanych sąsiadek. I tutaj pierwszy kawałek, który mi najbardziej utkwił. Na pewno go kojarzycie, bo chyba z dobre 10 lat temu był niepodważalnym hitem disco :)


Następnie próbowałem jakoś w tym całym gwarze zasnąć. Było to nie lada wyzwanie godne Muzycznego Wyjadacza. Na pierwszy rzut poleciał album Division Bell. Niestety był za bardzo monotonny jak na tą porę dnia. To samo okazało się z Momentary Lapse of Reason. Aż w końcu niemożliwe stało się możliwe. Kawałki w Final Cut w wykonaniu Watersa pozwoliły mi zasnąć.


Pierwszy rzut na fejsa po przebudzeniu - w Berlinie spadł pierwszy śnieg !! O ja cie ! Już myślałem, że może wysadzili Bundestag... Ale wracając do śniegu: Moje pierwsze skojarzenie muzyczne od razu padło na Chrisa Rea I'm Driving Home to Christmas.  Zdaję sobie sprawę, że niektórzy już szybciej ode mnie słuchali chociażby Last Christmas, ale mimo tego chyba za szybko na takie skojarzenia :)


I takim sposobem dotarliśmy do końca rozkminki. Mam nadzieję, że taka forma jest przystępna dla waszych oczu i uszu. Jeśli nie, zapraszam do komentowania - zobaczymy co da się zrobić :)

MW

piątek, 20 listopada 2015

W poszukiwaniu czilllautu, czyli Wyjadaczowy Przewodnik Weekendowy

Witajcie ponownie !

Weekend zaczął się na dobre i jak wiadomo, przyszedł czas na mały odpoczynek po całej, pięciodniowej harówce. Długo myślałem sobie, co by tu dla Was napisać i w końcu wykminiłem ciekawy pomysł. Przez cały tydzień panowały na moim blogu różne style muzyczne i nie mam zamiaru wprowadzać jakichkolwiek ograniczeń pod tym wzgledem. Ale chciałbym zaproponować wam kilka piosenek, przy których będzie można się śmiało zrelaksować czy po prostu odpocząć od całotygodniowego miszmaszu. A więc zaczynamy :) !

  1. Miles Davis - Aaron's song 
Miles Davis jest jednym z moich ulubionych wykonawców jazzowych. A to przede wszystkim dlatego, że w jego kompozycjach występuje nieodłączny element w postaci gry na trąbce - tak bardzo lubiany przeze mnie i powodujący ciary (wyznacznik świetnej muzyki !). Bardzo mi się podoba w tej piosence powolny rytm gry wszystkich instrumentów, które swoim brzmieniem wprowadzają pewną tajemniczość. Puszczając wodze wyobraźni nagle znajdujemy się w jakiejś przytulnej knajpce rozkoszując się wieczorną sesją jazzową :)

Niestety na YT znalazłem cały album Joe Passa, i wspomniany kawałek jest na drugim miejscu :)
 

       2.Gene Ammons - Papa was a rolling stone

Jeżeli chodzi o tego wykonawcę, jest to moje dość świeże odkrycie. Zawsze doceniam dobrodziejstwa Yotutube, szczególnie gdy nakierowuje mnie na tak fantastyczne kawałki. Tym razem mamy do czynienia z instrumentalem, a dokładniej wariacją saksofonową na temat soulowej piosenki w oryginale nagranej przez zespół The Temptations, której wykonanie również zamieszczę choćby dla porównania. Zarówno Ammons jak i The Tempations nagrywali pod szyldem słynnej wytwórni Motown Records. Wspomagała ona przede wszystkim czarnoskóych wykonawców, którym ciężko było się wybić na ówczesnym rynku muzycznym. I wg mnie właśnie ta piosenka jako jedna z wielu, która wyszła spod ich skrzydła, jest warta posłuchania. Gdy ją słucham dopada mnie wszechobecny spokój. Ta synteza saxu i perki jes idealna.

Wersja zespołu The Temptations

Wersja Gene Ammonsa

          3.  Mark Knopfler - Sailing to Philadelphia

W przypadku Marka Knoplfera jest mnóstwo piosenek, które są bardzo spokojne, nastrojowe i ogólnie wprowadzające w świetny nastrój. Zaliczają się do tego rówież jego kompozycje nagrane jako ścieżki dźwiękowe do szerokiej gamy filmów jak np. Local Hero. Skoro tak, to dlaczego wybór padł akurat na ten kawałek ? Proste - trafiłem na niego akurat w swojej skromnej biblioteczce płyt :) Jest to piosenka z jego drugiego albumu solowego o tej samej nazwie. Bardzo mi się podoba ta kompozycja, ponieważ pokazuje kunszt tak wielkiego artysty i gitarzysty zarazem, jakim jest właśnie Knopfler. W dodatku udowadnia, że w duecie z Jamesem Taylorem brzmi jeszcze lepiej niż samemu :)

                        
Po trzech propozycjach odczuwam mały niedosyt. Zdaję sobie sprawę, że podziubdziałem jedynie małym paluszkiem w morzu kawałków nadających się na chillout. Ale z drugiej strony nie chciałbym się w tym morzu utopić, a jedynie swobodnie dryfować i się delektować. I tego wam również życzę :) Miłego weekendu !
             





czwartek, 19 listopada 2015

Pesel ? Niech Pan słucha trójkąta, czyli Taco Hemingway w rzeczy samej !

Witajcie ponownie !

Po małej namowie koleżanki ( pozdrówki dla Pati ! ) i nie tylko :) postanowiłem dzisiaj odbić nieco w kierunku całkowicie innego gatunku muzycznego. Mianowicie jest to hip-hop i rap. Jedni uważają, że nie można mówić o tych gatunkach w kategorii muzyki, że przecież tam nie ma śpiewania i takie tam dyrdymałki. A ja mówię jak jest :) Jeśli jest świetny bit, albo dobry przekaz to ciężko jest przejść obojętnie wobec danego kawałka. Jeśli chodzi o polską scenę hip-hopową/rapową największe propsy ma u mnie Ten Typ Mes, Kuba Knap, ale również Taco Hemingway. I to właśnie o nim kilka słówek napiszę :)

Jak poznałem tego wykonawcę ?

No cóż :) ciężko jest mi powiedzieć w jakich okolicznościach do tego doszło. W każdym bądź razie przyczynił się do tego w dużym procencie YT. Po którejś z proponowanych piosenek akurat trafiło właśnie na Filipa Szcześniaka, bo tak właśnie się ów jegomość nazywa :) Z początku nie byłem przekonany do jego twórczości, chociażby na specyficzne teksty, ale jak to klasyk powiada: Do pewnych rzeczy trzeba dojrzeć bądź apetyt rośnie w miarę jedzenia

Za co najbardziej lubię tego wykonawcę ?

Otóż, gdybym miał tylko jedną rzecz do wyboru, to zdecydowanie postawiłbym na świetne bity, które wychodzą spod rąk (jak to mówił sam Taco na koncercie) gościa od muzyki, czyli Rumaka :D (ciekawe pseudo). Ale tak poza tym, oczywiście po dłuższym czasie, spodobały mi się bardzo jego teksty. A dokładniej świetne dostosowanie treści do ewentualnych materiałów składających się na dany kawałek, np. nagrania archiwalne na temat miasta Warszawy w albumie Trójkąt warszawski .

Który album najbardziej ci się widzi ?

Powiedziałbym, że właśnie Trójkąt warszawski, ale wyszedłbym nieco na ignoranta. Dlaczego ? A no dlatego, że ciężko jest o trafienie na taki album, gdzie każdy utwór wpada w ucho. Ze wspomnianego albumu najbardziej mi się widzi Wszystko jedno i 900729. Z innych albumów podoba mi się bardzo utwór Białkoholicy. Może z sympatii do nawiązanego tam tematu ? Hmm ciężko stwierdzić :)

Taco Hemingway jest nurtem tzw. młodej krwi na polskiej scenie rapowej. Jego teksty nie zawsze są logiczne i jasne, ale za każdym razem jest wyczuwalny świetny flow synchronizujący z niezłym bitem. Jego kariera tak niedawno się zaczęła na dobre rozkręcać, a już skleca tak dobre kawałki.
Oby tak dalej Taco i Rumak !


środa, 18 listopada 2015

Polskie chwalicie, a czy czeskie znacie :) ?

Witajcie po małej przerwie !

Czasami kiedy brakuje mi weny, wstawiam dobre kawałki na fanpage'u na facebooku o nazwie Muzyczni Ignoranci. Także gorąco zapraszam wszystkich zainteresowanych na dobrą, prawie codzienną porcję muzyki :)

Przejdźmy do tematu. Co mnie tak nagle wzięło na Czechów ? Nieee, nie dlatego że nasz reprezentacja wygrała wczoraj mecz, za co składam oczywiście gratulacje. W tym wypadku chodzi o to, że mieszkam dość blisko granicy polsko-czeskiej i słuchając radia, o wiele częściej trafiam na czeskie, a nie polskie stacje. Tak to już bywa, argument mocy (nadawania) wygrywa.

Najczęściej lubię słuchać radia przy sobotnim sprzątaniu. Tak jakoś mi weszło w krew, że po cichu to nie ma roboty :) I takim sposobem, w ostatnią sobotę trafiłem na kilka ciekawych piosenek. Jedna z nich należała do czeskiego zespołu CHINASKI i miała dość niewinną nazwę : Vino. Fajny utwór prawiący na temat podróży pewną (chyba) dość znaną drogą ekspresową po Czechach. Wokalista skupia się na jednym regionie - Morawach i twierdzi, że mają tam najlepsze kobiety i wino. Teledysk jest świetnie zrobiony. Wg mnie nadawałby się do propagowania turystyki w tamtych zakątkach.


Po dłuższym buszowaniu na YT dotarłem też do innej piosenki tego zespołu o tytule Kazdy rano.     W tym wypadku wokalista skupia się w tekście na miłości swojego życia. A przynajmniej takiej która była dawno temu. W każdej zwrotce przypomina sobie jak poznał swoją ukochaną i jak spędzał z nią piękne chwile. Piosenkę przeplata wspaniale zrobiony teledysk odzwierciedlający tekst piosenki w 100 procentach. Niestety jak pisałem, są to tylko wspomnienia, ponieważ ukochana go rzuciła z pewnych (słabo znanych) powodów. I tutaj teledysk znów pokazuje nam scenę gdy wokalista puszcza swoją lubą na pasach, ponieważ biegnie do innego mena, aby wziąć z nim ślub. No cóż, takie życie :)




 Bardzo doceniam czeską muzykę , chociażby ze względu na to że ich język jest na tyle specyficzny, że ciężko jest ułożyć pod niego w miarę rymowany tekst i rytmiczny kawałek. A tu na przykłądzie
 Chinaski widać, że pomimo tych niedogodności da się to zrobić w pięknym stylu :)

P.S. Jeśli będziecie chcieli, to podejmę się tłumaczenia tekstów obydwu zamieszczonych dzisiaj utworów :)